Dura Europos (cz. I)
#1
[Obrazek: praetorian_guard_by_ahmedeljohani_d8gr6o...FnWnLgFcwE]

PRAEPARATIO
(JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU)

    Dzień ciągnął się bez końca. Tiberiuszowi nie chciało się wierzyć, że zaledwie wczoraj widział Dura Europos po raz pierwszy. Siedział bokiem na niski murku biegnącym dookoła tarasu. Eufrat płynął mniej więcej osiemdziesiąt metrów poniżej. Na tym brzegu rosły gaje tamaryszkowe i, gdzieniegdzie, palmy daktylowe, na drugim zaś brzegu, były pola uprawne ciągnące się niemal po horyzont.

- Poproszę o coś do picia -  powiedział Lucius do służby. Drobna kobieta podeszła i nalała mu rozwodnionego wina, po chwili widząc, że nie będzie już potrzebna odstawiła ostrożnie dzban i się oddaliła. Przyjaciel siedział również na murku obok wodza, twarzą do Tiberiusa, ze zgiętym kolanem. Kiedy byli sami, nie czuli potrzeby oficjalnego zachowania.
- Ten Twój pałac nie jest najlepszy - Lucius położył dziwny nacisk na słowo „pałac" i uśmiechnął się. - To śmiertelna pułapka - napił się wina. - Pierwszy dziedziniec jest w porządku, ma tylko jedną wielką bramę. Drugi zupełnie nie jest zabezpieczony. W murze od północy jest brama od stajni, od południa odrzwia do kuchni, drzwi łączące go z pierwszym dziedzińcem i ostatnie, prowadzące tutaj. - Skinął głową w stronę prywatnych kwater wodza. - To nie drzwi są prawdziwym problemem. Mury są niskie, łatwo się na na nie wspiąć. Od południa jest otwarta przestrzeń, lecz od północy budynki sięgają aż do nas. W co najmniej trzech miejscach da się przeskoczyć z dachu na dach. Znów upił wina i sięgnął po oliwkę. 
- Musimy tu wnieść jakieś meble - ciągnął dalej, ale przerwał widząc wkraczającego legionistę do sali.
- Panie, Cały twój sztab wprowadził się już do kwater dla służby leżących na południu. Nakarmiono ich. Mają za sobą długą podróż. Rada już czeka - powiedział niemal jednym tchem i skłonił się zdecydowanie za nisko.

   Budynek rady znajdował się przy świątyni Artemidy. Przybytek Artemidy zajmował niemal całą przestrzeń między dwiema przecznicami. Rada mieściła się w małym budynku w południowo-wschodnim narożniku. Przed wejściem do komnaty czekali już na swojego dowódce Trybun Gaius oraz Centurion Turpio.
Legionista wprowadził Tiberiusza do komnaty w kształcie podkowy, w której siedziało około czterdziestu członków rady Dura Europos.
- Tiberiuszu Sidoniusie Geta, ekwito rzymski, dux ripae, witaj.
Tiberiusz od razu rozpoznał trzech najbardziej znaczących ludzi w mieście o których wspomniał mu Turpio podczas podróży, byli nimi; Jarhal, Anamu i Ogelos, kapłan Artemidy. Jednak lekceważenie pozostałych radnych nie byłoby bezpieczne. Tiberius dostrzegł, że większość kapłanów, którzy przywitali go przy bramie - pełniło funkcję radnych.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#2
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Tiberius skłonił się przed radnymi i podziękował im za gościnę. Przeprosił również za niezbyt poważne i nieprzystające zlekceważenie rady tuż po przybyciu do miasta. Omiótł wszystkich wzrokiem próbując rozpoznać na ich twarzach emocje i wyrazy, czy są przeciwko niemu, czy są wdzięczni, wzburzeni.
- Droga Rado, jeszcze raz dziękujemy za gościnę i przyjęcie nas. Nasza droga była ciężka i wymagająca, nie będę jej skracał i przedstawiał, robiąc z tego wymówkę mojego postępowania po przybyciu. Musiałem jak najszybciej sprawić aby morale naszych żołnierzy poprawiło się - zaczął przemieszczać się po sali zwracając się do wszystkich radnych, jednak robiąc przystanki przed trójką najważniejszych co jakiś czas.
- Przejdę od razu do sedna, wiecie dlaczego tu jestem, zapewne zostaliście poinformowani w wiadomości od samego Cesarza. Zostałem mianowany Dux Ripae, a wasze miasto zostało wyznaczone jako kwatera główna naszych działań. Przeciwstawienia się najazdowi ze wschodu. Mamy mniej czasu niż myśleliśmy, starliśmy się już z ich jednostkami na zachodzie, w drodze tutaj - westchnął.
- Oto skrócana wersja raportu, szczegółowo przedstawi Wam to Turpio, rzymski centurion - wyprostował się i spojrzał na radnych.
- A więc oficjalnie, melduje się Tibierius Sidonius Geta, Rzymskich Legat, Dowódca Legionu walczącego w Germanii, mianowany przez Cesarza, Dux Ripae, od teraz dowódca wojsk na ziemiach Dwóch Rzek.
Ponownie wykonał ukłon w stronę Rady.
Byłem! Byłem. Byłem...
Odpowiedz
#3
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Turpio zwięźle przyjął rozkaz. Skinął tylko głową, na znak, że rozumie postawione przed nim zadanie. Tak jak wódz mu polecił, złoży on raport radzie, po oficjalnej części ceremonii. 
- Radni, musicie przygotować się na wielkie poświęcenie - Anamu zaczął mówić zaraz po nowym wodzu. - Nadchodzą Sasanidzi. Następnej wiosny podążą w górę Eufratu. Będzie nimi dowodził sam Szapur, król królów. Ponieważ w zeszłym roku mieszkańcy Dura Europos zmasakrowali jego garnizon, nie cofnie się przed niczym, aby zająć miasto. Jeśli mu się uda, żywi będą zazdrości umarłym - przerwał na chwilę. - Tibierius Sidonius Geta został przysłany przez wielkiego i miłościwie nam panującego Cesarza Waleriana. Możemy dać Persom odpór, aż wielki Walerian sprowadzi nam na pomoc cesarską armię polową. Lecz będzie to trudne. Możecie być pewni, że jeśli nie będziemy trzymać się razem, zawiśniemy, każdy z osobna - przyjrzał się chwile radzie, nastało poruszenie i szepty, lecz po chwili wszyscy zgodnie zaczęli kiwać głowami. Było widać, że niektórzy radni się boją, a inni nie mają pojęcia o przygotowywaniu miasta do obrony, nie miało to jednak większego znaczenia, bo obroną miał kierować Tiberiusz, a rada miała mu nie wchodzić w drogę. Po chwili ciszy Anamu odwrócił się do Tiberiusa. - Rada jest do twojej dyspozycji wodzu. Zrobimy, co rozkażesz, i będziemy gotowi na każdą komendę. - zakończył rzymską formułką.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#4
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Gaius poświęcał czas swoim ludziom, ale gdy tylko dostał wiadomość o spotkaniu opuścił ich wiedząc, że jego zadaniem jest wiedzieć co się dzieje. Mimo że śpieszył się by dojść na miejsce by nie ominąć niczego ważnego, spóźnił się. Zdał to na kark tego, że został zbyt późno poinformowany o zdarzeniu i nie miał do siebie pretensji. Przyszedł akurat w chwili, gdy jeden z radnych miasta oddawał miasto i jego zasoby do dyspozycji Tiberiusa. Gaius miał nikłą nadzieję, że tym razem obędzie się bez polityki, ale zdawał sobie sprawę, że nadzieja ta pewnie szybko zniknie, gdy fortyfikując miasto żołnierze będą się naprzykrzać jego mieszkańcom, także tym wpływowym. Trybun jedynie pobieżnie zdążył obejrzeć część miasta i niestety znalazł przy tym pierwsze potencjalne luki, które Persowie mogli wykorzystać by wedrzeć się do środka, a wtedy było by po wszystkim.

Gaius ustawił się nieco za legatem i nienachalnie odchrząknął. W ten sposób dał znać, że przybył na miejsce i od tej pory słucha. Przypatrzył się teraz radzie. Ciężko było jednoznacznie stwierdzić ich nastawienie, acz wielu zdawało się być zdeterminowanych. Tylko pytanie czy do pójścia na rękę rzymianom czy raczej zachowania swych codziennych zwyczajów. Czy oni poważnie traktują zagrożenie? Czy zgodzą się na wyrzeczenia, które - dla obrony miasta - trzeba będzie wprowadzić? Teraz oczywiście nie sprzeciwią się - wiadomo, ale potem niektórzy mogą utrudniać żołnierzom pracę, a będą utrudniać tym skuteczniej im wyższa w mieście ich pozycja. Jednak Gaius tym będzie martwić się później. Teraz należało zrobić wszystko by twardymi, najlepiej bezkompromisowymi metodami uczynić to miejsce niezdobytym.
Odpowiedz
#5
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Tiberius był wdzięczny członkowi rady który dokonał przemowy. Wiedział jednak, że był on zbyt entuzjastyczny. Z pewnością będzie czegoś oczekiwał od Tiberiusa. Spojrzało on na resztę rady w celu wyciągnięcia wniosków z ich twarzy po przemowie ich współtowarzysza. 
- Dziękuje - skinął w stronę Anamu - Wszystko co powiedział Wasz współtowarzysz, i od teraz również nasz, jest prawdą. Musimy zewrzeć szyki, musimy dokonać poświęceń - wskazał ręką machnięciem na całą radę - Będę potrzebował pomocy Was wszystkich, waszych kontaktów, znajomości ludzi, miasta, tutejszego życia, terenów, dostawców, najemników. Wszystkiego i wszędzie. Wyjdźcie do miasta, przemówcie do ludu, niech współpracują z nami swobodnie, niech zaciągają się do armii. Przedstawcie im sytuacje, jednak tak aby nie wywołać paniki i zamieszek, już teraz strach na nich działa gdyż przybyliśmy my. Dziękuję Wam, jeśli to wszystko to chciałbym wyruszyć zapoznać się z miastem, lokalnym garnizonem. Gdybyście pragnęli o czymś porozmawiać to kontaktujcie się z obecnymi tutaj ludźmi,  Turpiem lub Gaiusem - skinął głową radzie i czekał aż dopełnią się formalności i przewodniczący rady odpowie mu tym samym.
Byłem! Byłem. Byłem...
Odpowiedz
#6
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Wyglądało na to, że wszystko zostało powiedziane. Gaius nie miał nic do dodania.
- Jesteśmy do dyspozycji szanownej rady - potwierdził słowa legata. Tak naprawdę chciał już zająć się tym na czym się znał - wojną - a dokładniej przygotowywaniem miasta do obrony. Wolał pójść z Tiberiusem niż niańczyć radców. Zapewne wiele należało zrobić, ale najpierw trzeba by dokładnie rozeznać się jakimi środkami dysponują, jak wyglądają umocnienia miasta i na tej podstawie, gdy już wszystko będą wiedzieć, zacząć planowo działać. Każdego dnia coś zrobić szybko i efektywnie by po tym czasie być przygotowanym na atak. Gaius miał nadzieję, że sytuacja jest lepsza niż na to wyglądało po pierwszych, pobieżnych oględzinach miasta, gdy do niego wkraczał. Niecierpliwił się by zobaczyć czym tak naprawdę dysponują.

Trybun miał rodzinę - miał dla kogo żyć i dla kogo wrócić z tych dalekich krain na końcu świata. Tu było też pełno cywili, w różnym wieku, jak to w mieście. A strach tych wszystkich ludzi - jeśli kontrolowany - może rzymianom pomóc. Gaius pomyślał, że Turpio dobrze zrobił podkreślając zagrożenie. Byle by tylko z tym nie przegiąć by wola życia i nadzieja nie została zastąpiona przez defetyzm i marazm.
Odpowiedz
#7
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

- Jak sobie życzysz Panie, rada dziś już nie będzie cię niepokoić - odparł radny, po czym odwrócił się i ogłosił koniec zebrania.
Rada nie miała już więcej spraw do wodza, najwyraźniej bardzo im odpowiadało to, że zostawiono im wolną rękę w wielu kwestiach finansowych miasta, niektórzy byli wręcz zdziwieni, że nowy wódz nie zarekwirował całego skarbca miasta tuż po przybyciu.

Wychodząc z budynku rady Tiberiusz, Gaiusz i Turpio dostrzeli czekającego na nich Acyliusza Glabrio, dowódcę części czwartego legionu stacjonującego w mieście. Nie schodząc z konia od razu przeszedł do sedna.
- Dux Ripae. Dzień dobry - powiedział Acyliusz Glabrio. Młody patrycjusz wypowiedział to tak, że tytuł Tiberiusza zabrzmiał, jakby był właściwy dla któregoś z bardziej odciętych od świata plemion Hiperborejczyków. Młody trybun nawet się nie zawahał i kontynuował.
- Wybuchł dziś w nocy mały pożar na przedmieściach miasta, najwyraźniej to sprawa tych dzikusów stacjonujących przed miastem - uśmiechnął się wspominając o najemnikach Rosie.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#8
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Rozmowa poszła szybko i gładko. Kiedy wyszli jednak z budynku stanął przed nim rzymski żołnierz, arogancki z wyglądu i butny. Będzie problemem. Przedstawił Tiberiusowi sytuacje.
- Rozumiem. Gaiusie, zajmij się tym, otrzymasz od Luciusa pismo z moją pieczęcią, mówiącą o tym, że wszystko jest w naszych dyspozycjach. Pobierz wypłatę dla najemników ze skarbca miasta - zerknął na miasto - pobierz także z naszego funduszu dziesięć procent jako dodatkowa nagroda, poinformuj również panią Rosie aby trzymała swoich żołnierzy w ryzach. W innym wypadku będą karani tak samo jak żołnierze Rzymscy. Dowiedz się także kto dokonał podpalenia - skinął do trybuna.
- Was poproszę ze sobą - spojrzał na nowego żołnierza - Pokaż mi koszary żołnierzu, przedstaw mi się również, to że jesteśmy tak daleko od Rzymu nie znaczy, że mamy zachowywać się jak barbarzyńcy - ruszyli - opowiedz mi o sytuacji w mieście, umocnieniach, nastrojach i o naszych wrogach, Persach.
Byłem! Byłem. Byłem...
Odpowiedz
#9
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Gaius otrzymał zadanie do wykonania. Nie dał po sobie poznać emocji.
- Nie powinno być trudno to wszystko wykonać - pomyślał.
- Tak jest, legacie - odrzekł skinąwszy mu głową.
Nie dowie się niestety tego co chciał już teraz wiedzieć, czyli o stanie miasta, o jego przygotowaniach do obrony. Jednakże na pewno, gdy już wykona polecenia, albo naocznie, albo od kogoś się tego wszystkiego dowie. Przemknęła mu przez głowę myśl, że jeśli dowie się tego wszystkiego zbyt łatwo to też będzie źle, bo szpiedzy Persów na pewno są w mieście i nie powinni mieć dostępu do wszystkich informacji, którymi tak łatwo władze miasta dzielą się z rzymianami. Trudna sprawa, zaufanie.
Ale zadanie czekało.
- Lucjusie, masz to pismo? - zapytał już spokojnie, bez wojskowej maniery. Gdy je odebrał uznał, że jest w obstawie dostatecznej ilości żołnierzy, którymi może dysponować. W końcu z kilkunastoma swoimi przyszedł na miejsce spotkania, byli dobrze uzbrojeni. A w środku miasta nie powinni spotykać przeciwników. Co najwyżej jakichś przestępców, którzy może i chcieliby się głupio połakomić na przenoszone złoto ale 1 rzymski żołnierz, swoim wyszkoleniem, wyposażeniem i determinacją starczy takim za 100, więc obawy o transport cennego ładunku Gaius nie miał.
- W porządku, idziemy pobrać pieniądze - po tych słowach skierował się ku miejscu, gdzie miał znajdować się skarbiec.
Odpowiedz
#10
Gaius zwięźle przyjął rozkaz. Zebrał ludzi i wraz z Turpiem udał się do skarbca miasta. Na placu, przed budynkiem rady miasta pozostał jedynie Tiberius, Lucius, Acyliusz Glabrio oraz dwóch legionistów.

   - Marek Acyliusz Glabrio, tribnus laticlavius, dowódca vexillatio czwartego legionu scytyjskiego w Dura Europos - odpowiedział patrycjusz wyraźnie zdziwiony, że po raz drugi musi się przedstawiać. /Czyżby ten barbarzyńca miał jednodniową pamięć? /Pomyślał. Mimo to nie podważył on rozkazu i zszedł z konia, prowadząc go za lejce udał się z Tiberiusem do koszar znajdujących się na północy miasta.
   - Większość legionów rzymskich na tych ziemiach zostało zrównanych pod Batnae, zginęło tam ponad osiem tysięcy legionistów, a dwanaście tysięcy zostało wziętych do niewoli - Ostatnim legionem na ziemiach wschodnich jest Legio IV Scythica którym dowodzi Konsul Publiusz Galien, stacjonujący w Aleksandrii, a jego celem jest odwrót na północ w kierunku Galatii. Pod Batnae rzymskie legiony poniosły dotkliwą stratę, Klibanariusze których używali Persowie rozgromili nasze siły, Perska armia konna pokonała nas do południa - tu przerwał na chwilę, gdyż doprowadził Tiberiusa do koszar.
   To co zobaczył Legat nie napałało optymizmem koszary nie wyglądały na dobre miejsce do odpoczynku, a tym bardziej na miejsce do ćwiczeń; rzędy namiotów, paliki do uwiązywania koni, sterty paszy, a także wędrujący tu i tam o każdej porze ludzie, część z nich pijana. Ściany wyglądały tutaj na zaniedbane i zawilgocone. Odchodził z nich tynk. Tiberius nie chciał chyba wiedzieć jak wyglądają wnętrza tych budynków.
- Pozostałości po Persach - wtrącił Glabrio. - Najwyraźniej trzymali tu chorych. Wracając do Persów, nie wiemy o nich nic więcej, prócz tego, że przybędą tu wiosną, to pora idealna do karmienia koni na zielonych terenach przed miastem.

   Tak jak mógł się spodziewać Tiberius, Glabrio nie powiedział nic więcej, czego nie dowiedział się wcześniej od Panny Rose. Najwyraźniej ona była lepiej poinformowana od tutejszego Patrycjusza, albo wywiad Rzymski był tak skąpy. Niczego nie można było wykluczać.
- O umocnieniach miasta powinni wypowiadać się tutejsi ballistarii, to oni dbają o stan umocnień i machiny, które się na nich znajdują - ciągnął dalej Glabrio. - Nastroje w mieście są mieszane, ludzie boją się tego co nadciąga.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości