Karty postaci - Kroniki Arborgu
#1
W tym wątku nowi gracze umieszczają swoje postacie. Będą one sprawdzane i oceniane przez administracje czy nie ma w nich błędów rzeczowych, a następnie zatwierdzane bądź odrzucane.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#2
ISYRAHIS CALBIN
♦ MNICH ♦ 30 ♦
 
WYGLĄD POSTACI 

 
Isyrahis ma 205 cm wzrostu, jest mocno umięśniony co sprawia, że waży 106 kilogramów. Jak na swój młody wiek jego włosy do ramion są przyprószone siwizną, zawsze je ma jednak związane z tyłu głowy z czysto pragmatycznego powodu, nie chce aby mu przeszkadzały. Jego oczy są szare, wielu określa je jako martwe, puste bądź przepełnione smutkiem i żalem, często są przymrużone jakby Isyrahisa stale raziło słońca bądź wypatrywałby wrogów ukrytych za każdym winklem. Jego brwi są dość grube, również można znaleźć wśród nich ślady siwizny. Prawa brew przecięta jest starą blizną. Jego nos niczym szczególnym się nie wyróżnia, ot nos, czasami zmarszczony jakby Isyrahis wyczuwał swąd spalonego mięsa. Jego żuchwa miałaby widoczne ostre linie gdyby nie fakt iż przykrywa ją gęsta, sztywna, lecz krótka broda, również pokryta siwizną, jakżeby inaczej. Prawą część pleców pokrywają stare poparzenia, które są dość niegroźne jednak bardzo widoczne. Na klatce piersiowej znajduję się blizna przechodząca od lewej piersi do prawej części brzucha.

Ubiór: Kolczuga mnichów, Kapelusz mnichów w stylu Kasa, Długi płaszcz

Ekwipunek widoczny:
- Miecz dwuręczny "Eraziel"
- Kostur
- Niewielki plecak
- Prowiant
- Woda
- Zioła
- Bandaże
- Księga Tenbou
- Sakwa z pieniędzmi

 
CHARAKTER POSTACI

 
Isyrahis jest osobą stroniącą od towarzystwa, jednakowoż nie odrzucającą go całkowicie. Potrafi odnaleźć się w grupie jednak często czuję się przez to zmęczony, potrafi zachować się przy wieśniaku jak i przy wielmożnym panie. Przez wydarzenia z dzieciństwa nosi w sobie ogromny gniew, smutek oraz przeobrażone na swój sposób poczucie sprawiedliwości objawiające się w najmniej spodziewanych momentach. Potrafi bez skrupułów zabić kogoś, kiedy w innym momencie zerwie kontrakt bądź zlecenie i odejdzie lub nawet pomoże ofierze. Nie pali oraz stara się stronić od trunków jednak kiedy sytuacja wymknie mu się całkowicie z rąk potrafi sięgnąć po alkohol i strasznie się spić. Nie stroni również od towarzystwa kobiet, nie ważne czy uratowanej z opresji damy czy kurtyzany. Czasami potrafi wpaść w melancholijny nastrój przez co zupełnie inaczej patrzy na świat z racji iż przeważnie jest pragmatyczny. Ma ogromne poczucie obowiązku co często się kłóci z tym jak musi postąpić w danej sytuacji. Jest zawzięty i uparty, ciężko go odwieść od raz podjętej decyzji. Jest także skrupulatny oraz systematyczny, codziennie wykonuje swój ustalony trening i ćwiczenia. Lubi dobrze zjeść, nie ważne czy jest to pieczony szczur czy wykwintne danie. Nie będzie czuł się zakłopotany prosząc o więcej jeśli jest taka możliwość. Jego zdaniem jeśli coś jest za darmo to należy to brać póki tego nie zabiorą. Potrafi wejść w trans bitewny, zapomina wtedy o tym co się dzieje dookoła i jego przeciwnik bądź przeciwnicy są w takim momencie jego jedynym celem. Jeśli spotka silnego bądź godnego przeciwnika to aby dać upust swojemu gniewowi wyzywa go na pojedynek, aby sprawdzić kto jest lepszym wojownikiem. Pomimo tego często stara się rozwiązać konflikt za pomocą słów, jeśli dojdzie do niego w innych okolicznościach, jednak jeśli to się nie uda to nie czuje winy bądź przegranej kiedy musi z kimś się zmierzyć.

 
SPECJALIZACJA I OPIS BRONI

 Specjalizacja:
Miecze dwuręczne. Kostur bojowy.

Mieczy Isyrahisa "Eraziel" został wykuty przez jednego z najlepszych kowali w Klasztorze Angarsaki. Stworzony jest z ogromne trwałego materiału, jednocześnie ogromnie ostrego i lżejszego dzięki czemu miecz jest odrobinę lżejszy niż normalny. Na zastawie miecza znajdują się runy określające imię miecza, na mocy można znaleźć coś przypominające łzy i ogień, sztych z jednej strony jest ostry jak brzytwa, z drugiej posiada malutkie ostrza pozwalające rozerwać komuś kolczugę bądź zadać obrażenia szarpane. Według niektórych mnichów dzięki imieniu miecz zyskuje własną duszę przez co między użytkownikiem oraz orężem powstaje więź. Broń oddaje charakter jego właściciela. Ostrze jest ciemne i mroczne, jelec jest szary i prosty. Rękojeść wygląda na pokrytą bandażem i plamami krwi. Po dokładnym zbadaniu wcale nie znaleziono by nic przypominające bandaż ani krew, oprócz wyglądu. Mnich tworzący go wszedł w trans i przez kilka tygodni pracował nad nim bez przerwy. W trakcie przyszły właściciel musiał dodać do tego własną krew aby stać się prawowitym właścicielem miecza. Według niektórych jeśli użytkownik ma bardzo silną więź z mieczem to miecz potrafi rozwijać się razem z nim.

Kostur który posiada Isyrahis jest zwykłym kosturem z twardego drewna zakończony metalowymi obiciami. Normalnie używany jest przez Isyrahisa do podpierania się w czasie podróży, jednakże dzięki szkoleniom jakie odbył w Klasztorze potrafi się niem posługiwać ponadprzeciętnie.


 

HISTORIA POSTACI

 Isyrahis pochodzi z niewielkiej wioski gdzieś w Północno-Zachodnim Cesarstwie, chyba. Kiedy był mały jego wioskę napadnięto, zamordowano wszystko i wszystkich. Sam przeżył tylko dlatego iż ktoś przeciął mu łuk brwiowy przez co został cały zalany krwią. Przez dwa dni siedział pośród zgliszczy i martwych ciał do momentu kiedy do wioski przybyli mnisi Angarsaki posiadający swój klasztor na północy Cesarstwa Avar, którzy zabrali go ze sobą. Tak przynajmniej mu mówiono gdyż nic z tego okresu nie pamiętał, przyjaciół, rodziny, domu. Po uratowaniu go przez kilka dni wegetował. Nie jadł, nie pił, robił pod siebie. Dopiero wizyta jakiegoś mnicha zmieniła ten stan rzeczy. Dany mnich przyszedł do komnaty Isyrahisa i usiadł obok niego, w tym zaduchu moczu, potu, łez i rozpaczy. I siedział razem z nim przez kilka dni. Nie odzywając się, nie robiąc kompletnie nic. Tylko patrząc się w oczy Isyrahisa. Po jakimś czasie mnich po prostu wstał i to samo uczynił młodzieniec, samemu nie wiedząc czemu, niektórzy później mówili, że został ujarzmiony przez Mistrza, bo jak się okazało, był to sam Mistrz Jin-Taojin. Przez następne miesiące Isyrahis robił to samo co Mistrz, był praktycznie jego cieniem.

Dopiero kiedy sam opanował sztukę medytacji oraz przypomniał sobie jak żyć zaczął powoli stawiać swoje kroki. Niezbyt dużo w tamtym okresie mówił, wielu uważał, że już nigdy się nie odezwie. Z czasem zaczął się rozglądać, obserwować innych mnichów i czasami dołączał do nich w ich obowiązkach. Nauczył się takich podstaw jak gotowania, łowienia ryb, cerowania, podstaw kowalstwa, opiekowania się roślinami, pracy w roli, zielarstwa, lepszego słuchu oraz wzroku w ciemnościach dzięki medytacją w ciemni oraz odcięciu od świata. Kiedy mnisi uznali go za jednego z nich zaczął pobierać oficjalne nauki. Spędzał dni na medytacji, nauce walki orężem oraz sztuce rozwoju mięśni, gdyż osobiście nie posiadał żadnego talentu do magii. Przez lata jego życie to były nieustanne treningi.


W wieku 13 lat po raz pierwszy od... dla niego od zawsze, mógł wyjść poza teren klasztoru. W tym momencie jego życia nawiązał już kontakty z innymi mnichami, zaczął się otwierać i ponownie stawać się człowiekiem. W przyszłości w trudnych chwilach zawsze wracał do tego momentu, momentu którego nienawidził. Kiedy miał przekroczyć tereny klasztoru czuł nawet ekscytację. Wraz z kilkoma innymi mnichami miał wyruszyć do pobliskiej wioski, aby coś załatwić. Nie pamiętał nawet o co chodziło, jakaś błaha sprawa, ale wyjście! To było coś! W końcu przekroczyli tereny klasztoru. Isyrahis rozejrzał się. Zaciągnął powietrzem. Poczuł trawę pod stopami, czuł ją wcześniej, ale to było w klasztorze, to była inna trwa, trawa na zewnątrz, powietrze na zewnątrz, widoki na zewnątrz. Powoli narastał ucisk w jego piersi. Krople potu zaczęły spływać mu po skroniach. Świat zaczął wirować. Rozpływać się. Był na zewnątrz! Na zewnątrz! Krzyki? Jakie krzyki? Czemu mnie szarpiecie? Mistrzu, czemu celujesz we mnie bronią? Ponownie siedział wśród ciał, nie tak wielu jak za pierwszym razem, mnisi byli ostrożni, silni. Zdołali go powstrzymać nim popadł w całkowitą rozpacz. Nim jego pioruny zabiły kogoś więcej niż dwóch najbliższych mnichów. Gdy ostrze które miał jeden z nich za pasem przecięło kark osła. Stał się ponownie tamtym małym chłopcem.


Minęło kilka dni nim się obudził. Leżał w swojej komnacie. Dokładnie w tym momencie wszedł Mistrz Jin-Taojin. Isyrahis naraz sobie przypomniał co zrobił z innymi mnichami. Wyskoczył z łóżka, zaczął krzyczeć, był to krzyk rozpaczy, smutku, w głowie kłębiła się tylko myśl, że musi ponieść za to karę, śmierć za śmierć, zabił ich. Zaatakował swoich braci, wtedy jeszcze nie przeszło mu przez myśl, że to samo mógł zrobić w swojej wiosce. Mistrz ponownie jak przed laty usiadł i spoglądał w oczy Isyrahisa, który tym razem posunął się nawet do uderzenia Mistrza, gdyż musiał ponieść karę za śmierć braci, za to co zrobił, przecież był mordercą, dlaczego Mistrz z tym nic nie zrobi. Ponownie mijały dni. Isyrahis to płakał, to żądał aby spotkała go kara. Wiele czasu zajęło mu to aby się opanował, aby usiadł naprzeciwko Mistrza i razem z nimi zaczął medytować. Pomimo wszystkiego tym razem nie mógł wyzbyć się całkowicie gniewu i rozpaczy, jednak udało się je zamaskować. Przed Mistrzem, przed samym sobą. Mijały kolejne dni. W końcu Mistrz wstał i przed wyjściem położył dłoń na ramieniu Isyrahisa. "Pamiętaj o spokoju. To on wskaże Ci drogę. Jednak nie zapominaj o nich. Zrobiłeś co zrobiłeś. Będziesz z tym żył. Odpokutuj. Żyj tak jak oni by chcieli abyś żył." I wyszedł. Tak oto zyskał on to ogromne poczucie obowiązku gdyż od tej pory nie tylko żył swoim życiem ale dźwigał również na swoich barkach życia swoich zmarłych braci. Isyrahis nie zapomniał nigdy. Pogodził się z tym, jak pogodzić się można z morderstwem, wciąż go to nęka. Gniew, żal i rozpacz wciąż szalały wewnątrz Isyrahisa gdyż każdy mnich zachowywał się jakby do wszystkiego nie doszło, a przynajmniej pod względem emocjonalnym. Rozmawiali z nim o tym, wspierali go, ale nie mieli mu tego za złe, nie chcieli się na nim odegrać, nie życzyli mu źle. Pomimo tego, że spędził z nimi tyle czasu to zupełnie tego nie rozumiał. Oddał się ponownie treningom oraz medytacji. Odkrył, że potrafi posługiwać się bardzo słabo błyskawicami. Za każdym razem kiedy był na skraju utraty kontroli używał ich aby pozostawić bliznę na plecach, nie były to silne umiejętności ale do tego się nadawały. Żył razem z braćmi w klasztorze i udawał się poza niego już bez żadnych ataków. Jednak od tamtego momentu nie czuł się już tak swobodnie.


W wieku dziesięciu lat wybrał oręż w jakim miał się głównie szkolić, był to dwuręczny, ogromny, ciężki miecz. Przez pierwsze dwa lata nie potrafił go nawet udźwignąć. Jego trening siłowy był prawdziwą mordęgą. Dźwiganie ciężarów, trenowanie kondycji, rozwój szybkości - na tym skupiano się podczas jego rozwoju. Po Incydencie jego wymagania co do siebie tylko wzrosły, trenował od rana do nocy, nie marnował czasu na nic. Nauczył się czytać. Dobrze wysławiać. Zachowywać maniery. Oceniać innych. Cząstkę spełnienia dopiero zyskał kiedy pierwszy raz odbył sparing. Poczuł ogromy gniew i wpadł w szał, nie jak zwierzę, ale jak wojownik, który musi się wyżyć. Jego kolejnym celem było uzyskanie spokoju nie tylko w życiu codziennym ale również w walce. Zaczął medytować również z bronią. Czasami godzinami stał w jednej pozycji z wyciągniętą, olbrzymią bronią, aby nawiązać z nią połączenie, oswoić się, ujarzmić. Przypominało mu to jego i Mistrza. Połączenie za pomocą medytacji dusz miecza i użytkownika. Po wielu latach treningów Isyrahis był uważany za jednego z najlepszych szermierzy wyszkolonych przez wyznawców Angar. Potrafił połączyć swój słaby żywioł błyskawic z mieczem dzięki czemu stawał się on szybszy, bardziej zabójczy. Stał się tropicielem, nie tylko zwierzyny ale i ludzi. Nauczył się walczyć z potworami, ze zwierzętami oraz ludźmi. Dzięki swoim umiejętnością trafił do grupy która ścigała tych którzy zdradzili. Wymierzał sprawiedliwość.

Mnisi nie składali żadnych ślubów czystości jednak niewielu z nich doznawało rozkoszy cielesnych po zostaniu mnichem. Isyrahis od tego nie stronił. Przyciągał do siebie kobiety, czy to za pomocą pieniądza czy swojej dziwnej aury. Był okres kiedy nie stronił od alkoholu. Jeszcze jako młodzieniec włamał się pewnego dnia do składziku gdzie mnisi przetrzymywali alkohol i spił się do nieprzytomności. W późniejszym czasie pił kiedy mógł. Do momentu w którym zdał sobie sprawę, że w ten sposób nie tylko czuje się lepiej, lecz zapomina o swoich zamordowanych braciach. Nie mógł zapomnieć. Przestał pić. Prawie.


Właśnie wybiły jego dwudzieste dziewiąte urodziny. Bracia celebrowali tą okazję na swój sposób. Były trunki, porządne jadło i rozmowy. Isyrahis był wdzięczny za to, że tutaj trafił, pomimo wszystkiego co się wydarzyło. W tym czasie spotykał on się z pewną kobietą z pobliskiej wioski, pomimo iż nie znał uczucia miłości to czuł, że to właśnie może być to, akceptowała go takiego jakim był. Nie była dociekliwa, wścibska. Była niewielka, delikatna i czuła. Roześmiana i wesoła. Zupełne przeciwieństwo Isyrahisa. I nosiła jego dziecko. Bracia już wiedzieli. Rodzicie mieli wybór. Albo dziecko trafi do Klasztoru i stanie się jednym z nich albo zostanie z matką i będzie musiało opuścić dom razem z nią. Decyzji jeszcze nie podjęto. I nie było dane.
Wioskę w której mieszkała kobieta napadnięto pomimo niewielkiej odległości od Klasztoru. Kobieta zginęła. Została zamordowana. Przypadkiem, jak mówili mieszkańcy, zginęło wtedy kilka osób. Isyrahis przybył jako jeden z pierwszych na miejsce. Kiedy wszedł do pomieszczenia z jej ciałem nawet nie zapłakał. Po prostu stał. I patrzał się w jej oczy. Zimne, martwe, zamglone. Jego oczy... jej oczy. Ludzie powiadali, ze wziął ją na ręce i wyniósł z wioski, wykopał dla niej grób pod drzewem w którym uwielbiali się spotykać. Postawił na nim trzy krzyże. Za nią, za dziecko i za tych którzy to zrobili.
Przez następne kilka dni wpatrywał się w grób. Bracia starali się mu pomóc. Wesprzeć go. Pewnego dnia wstał i ruszył do samotni Mistrza. Spędził tam cały dzień. Nikt nie wie co tam robił. Nikt nie wie, że jedynie tam stał i spoglądał na Mistrza. Nikt nie wie, że nigdy mu nie podziękował, aż do tego momentu. "Dziękuję". Zabrał miecz, który został wykuty specjalnie dla niego. Zabrał swoją kolczugę. Prowiant. Zioła. Bandaże. Kapelusz mnichów. Długi płaszcz zakrywający jego całe ciało.
I odszedł.


Wiele tygodni później, może miesięcy trafił w końcu na ludzi powiązanych z zabójstwem jego kobiety, jego dziecka. Tego dnia w tej okolicy życie straciło wielu ludzi. W tym sam Isyrahis. A przynajmniej tak się wielu wydawało. Spotkał obcego na wschodzie Cesarstwa. Obcego który rzekomo był powiązany z ludźmi którzy zamordowali jego ukochaną.
- Przykro mi, że się tutaj spotykamy. Wiem kim jesteś - odezwała się postać. Jego twarz przecinała potworna blizna - Twoja podróż właśnie się kończy. A może zaczyna? Może to dopiero początek końca? Koniec początku? Epilog? Prolog? Przed Tobą może być wiele. Może też nie być nic. Będziesz potrzebny kiedy indziej. To co się wydarzyło musiało się wydarzyć. Twoja ukochana... musiała zginąć abyś ruszył ścieżką którą podążasz. Jednakże to jeszcze nie Twój czas. Twoja dalsza ingerencja w tym momencie mogłaby sporo namieszać. A teraz poczujesz ból. Zbawienny. Zapomnisz o tym który czujesz od dziecka. Wiele zapomnisz. Nasze ścieżki się przecięły. Jeśli uda Ci się przeżyć to musisz mnie odnaleźć. Przeciwnik rzucił się na Isyrahisa. Nie miał on szans. Pomimo długiego szkolenia. Mnóstwa pojedynków. Stoczonych walk. Nie miał szans. Po kilku chwilach leżał już na ziemi. Przebity mieczem. Wykrwawiający się.
- Byłeś godnym przeciwnikiem. Żegnaj. Lub do zobaczenia.
Minęła chwila? Minęła wieczność? Pewnie obie. Dziwne słowa od dziwnej postaci. Był tak blisko. Gdyby nie był zbyt słaby. Isyrahis pomimo wszystkiego nie czuł strachu. W sumie nie czuł nic. Pustka. Czarność. Głosy. Przez rok Isyrahis był na krawędzi śmierci. Podtrzymywany przy życiu przez okolicznego maga i jego żonę zielarkę. Zebrało to swoje żniwo. Jednakże Isyrahis przeżył. Był słabszy. Jednak miał cel. Wiedział, że jego cel jest w Dorwin, nie wiedział skąd, jednak był tego pewien.
 

PROFESJA POSTACI

 Tropiciel - po latach polowań na ludzi Isyrahis opanował umiejętność tropienia, wystarczy kilka śladów aby wpadł na trop ofiary i odnalazł ją. Dzięki temu, że poluje na najgroźniejszą zwierzynę - ludzi, polowanie na zwierzęta i potwory jest o wiele łatwiejsze.


 

MAGIA POSTACI

 Pomimo iż jest łowcą to potrafi w bardzo niewielkim stopniu używać żywiołu ognia. Może za jego pomocą przywołać niewielki zalążek elementu ognia i użyć go w bliskim kontakcie bądź nałożyć go na swoją broń dzięki czemu stanie się ona szybsza.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości