Przedmieścia
#1
Przed miastem roztacza się zawiły labirynt pogrążonych w biedzie slumsów. Na ulicach wszechobecna była nędza. Przesiąkła do szczelin chodnika i do ścian prowizorycznych budynków z drewna. Sklepy, które kiedyś były załadowane luksusowymi i egzotycznymi towarami, teraz świecą pustkami. Na każdej wychudłej i przygnębionej twarzy malowała się rezygnacja z życia, a te twarze stają się coraz bardziej wszechobecne z każdym mijającym rokiem. Niektórzy śpią przy murze nie mając gdzie się podziać, niektórzy trzymają się swoich świętych ksiąg jako ostatniej nadziei na coś lepszego, oczywiście nie w tym życiu, ale po przejściu zapalenia płuc lub jakiejś wysoce uleczalnej infekcji. Na ulicy siedziała także masa wygłodniałych dzieci, patrzących na przejeżdżające grupy błagalnym wzrokiem. Niekiedy słyszeli także krzyki dochodzące z namiotów. Nie widać tu patrolów wojskowych, co może być niepokojące.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#2
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

    Po odebraniu złota ze skarbca, Gaius natychmiast udał się do wskazanego miejsca pobytu najemników Panny Braverose. Maszerował piechotą przez wypełniające się podekscytowanymi ludźmi ulice. Najwyraźniej ludzie skądś wiedzieli, co może znajdować się w przenoszonej skrzyni, jednakże legioniści skutecznie trzymali gapiów na dystans.
Tuż za murami było już wiadomo co spłonęło, parę drewnianych prowizorycznych chat, nic szczególnego. Przy zawalonym budynku stało paru legionistów, którzy przesłuchiwali markotnych ludzi siedzących na ziemi. Na widok Gaiusa żołnierze energicznie się odwrócili.
- Zrobimy, co rozkażesz i będziemy gotowi na każdą komendę - legionista zasalutował energicznie. Twarz i ramiona miał czarne od sadzy.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#3
Dialog przeprowadzony z graczem na discordzie.

JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

[Gaius Lucius Dentatus]
   Gaius dotarł na miejsce podpalenia wraz ze swoimi żołnierzami przenoszącymi złoto. Było tam parę legionistów przesłuchujących biedotę. Gdy jeden ze strażników zauważył Trybuna przekazał mu inicjatywę. Gaius ocenił, że choć podpalenie nie miało groźnych następstw to trzeba będzie kogoś przykładnie ukarać by takie rzeczy się nie powtarzały. W końcu dostał bezpośredni rozkaz legata by załatwić sprawę. Pytanie czy mu uda się ukarać kogoś kto rzeczywiście to zrobił czy weźmie na kozła ofiarnego jakichś przypadkowych biedaków. Wolał to pierwsze, ale jeśli będzie trzeba to i pokaże niewinnych. Wątpił czy okoliczni biedacy bez omdlenia dadzą radę wytrzymać choćby kilka razów batem, ale może nie mieć wyboru. Takie są realia wojny i on o tym wiedział. Nie musiał jednakże decydować już teraz. Postanowił, że, jeśli nie znajdzie teraz winnego przesłucha także najemników, jeszcze przed przekazaniem im żołdu. Zdawał sobie jednak sprawę, że próba ukarania kogokolwiek z nich może nie być taka prosta bo ci zaprawieni w bojach wojownicy byli butni i nieprzewidywalni, a ich dowódca... czasem robiła tylko to co zdenerwuje rzymian. Nie okazał współczucia pokrytemu sadzą, ani nie kazał mu spocząć. To nie jest czas na bycie dobrym, gdy niebawem będzie musiał kogoś ukarać. Trzeba zachować dyscyplinę i czujność - to w swoich czynach przekazywał. - Raport żołnierzu. Wszystko co wiecie, a potem wszystko co podejrzewacie. To mi oszczędzi czasu - odrzekł trybun. Gaius patrząc na rozmówcę starał się ocenić emocje legionisty. Czy aby nie jest przestraszony bardziej niż powinien.

[Mistrz Gry]
   Legionista nie wyglądał na takiego który miałby kłamać, czy mógłby być wystraszony, był to ewidentnie żołnierz, który niejedno już widział w swoim życiu. - Budynek trzeba będzie wyburzyć, spłonęło parę namiotów i ucierpiało kilku gapiów. Wszyscy zostali wysłani do miejskiego medyka - legionista przesunął dłonią po twarzy zmęczonym gestem po czym kontynuował. - Są dwaj świadkowie - kiwnął głową w stronę markotnych ludzi siedzących na ziemi i pilnowanych przez parę legionistów. - Obaj widzieli, jak jakiś człowiek uciekał w stronę bramy miasta, a potem zniknął w ciemnym zaułku. Pewnie spytasz panie, czy dokładnie go opisali? - tutaj legionista delikatnie się zaśmiał. - Tak, świetnie. Jeden widział niskiego człowieka o czarnych włosach w grubej pelerynie, a drugi wysokiego, łysego człowieka, który nie miał na sobie peleryny. Jedyne czego możemy być pewni, to że to ktoś z miasta.

[Gaius Lucius Dentatus]
   - Rozumiem - odrzekł Gaius. Nie spodobało mu się to co usłyszał. Dwie kompletnie różne wersje dotyczące sprawcy. Podszedł do świadków i spojrzał na nich nieprzychylnie. Odrzekł cedząc słowa: - Daliście mi dwie zupełnie różne wersje tak zwanego sprawcy. Czy mam zacząć myśleć, że może kłamiecie? Że tak naprawdę nikogo nie było tylko wy? Muszę kogoś ukarać za to co się stało. I jak na razie mam tylko was. Więc lepiej dajcie mi coś co ochroni was od bolesnej chłosty.

[Mistrz Gry]
   Dwaj mężczyźni wyglądali na zalęknionych i pełnych urazy. Jeden z nich miał podbite oko. - Panie, Ci dwaj zgłosili się, aby z własnej woli dostarczyć informację. Być może widzieli dwóch różnych mężczyzn. Nie są pewni do końca pory - wtrącił się legionista.

[Gaius Lucius Dentatus]
   Gaius popatrzył na legionistę, a potem na świadków. Chyba źle ocenił sytuację. Uśmiechnął się nieznacznie do przesłuchiwanych - Wybaczcie. Standardowa technika przesłuchiwania w wojsku, czyli nastraszenie. Tak długo jestem w armii, że czasem zapominam jak powinno obchodzić się z cywilami. Mam nadzieję, że nie kryjecie urazy. Oczywiście nic wam nie grozi. Może zacznijmy jeszcze raz... powiedźcie dokładnie co widzieliście - odrzekł zachęcająco Gaius nadal z nieznacznym uśmiechem na twarzy.

[Mistrz Gry]
   Gdy Gaius zmienił ton, szybko dowiedział się co widzieli świadkowie. Pierwszy z nich widział podejrzanego człowieka w pelerynie który, krzątał się wpierw przy obozowisku najemników, a następnie udał się do miasta, do dzielnicy wojskowej. Świadek również tam zmierzał, więc podążył za nim. Początkowo tajemniczy człowiek nie wzbudzał podejrzeń, do czasu, aż skręcił w rejony magazynowe i parokrotnie obszedł jeden z budynków, a następnie znikł w ciemnych ulicach miasta. Tyle widział pierwszy świadek. Drugi natomiast widział wcześniej opisanego łysego człowieka, który podpalił drewnianą chatę pochodnią, a następnie uciekł w kierunku bramy miasta. Nic więcej nie wie, bo jak twierdzi zajął się wzywaniem straży.

[Gaius Lucius Dentatus]
Gaius zwrócił się do pierwszego świadka - Czy ten człowiek znikł ci z oczu przed zauważeniem przez ciebie pożaru?

[Mistrz Gry]
- Tak Panie, usłyszałem dzwon przy bramie i się tutaj natychmiast udałem, a gdy zobaczyłem żołnierzy, postawiłem im wszystko powiedzieć - odpowiedział.

[Gaius Lucius Dentatus]
- Jaki budynek kilkukrotnie obchodził? Czy może wyglądał tak, jakby kogoś szukał? - dopytywał się Gaius.

[Mistrz Gry]
- Jest to budynek przy świątyni Artemidy. Wyglądał jakby czegoś szukał, nie kogoś - odpowiedział.

[Gaius Lucius Dentatus]
- Rozumiem. Zaczekajcie jeszcze chwilę - odrzekł Gaius. Po czym zwrócił się do Turpia - Chodźmy na bok - gdy już kilka metrów odeszli i mogli rozmawiać w cztery oczy rzekł dość cicho do legionisty - Co o tym myślisz? Mam pewną teorię, ale brak mi kilku elementów. Myślisz, że wśród naszych ,,sojuszników'' zza muru mogą być szpiedzy za to odpowiedzialni?

[Mistrz Gry]
   Turpio nie odpowiadał dłuższą chwilę, najwyraźniej myślał nad odpowiednim doborem słów. - Szpiegów w tym czterdziestotysięcznym mieście jest pewnie całe setki. Pytanie jest inne, czy uda się nam przekonać ludność cywilną, by była po naszej stronie, a nie Sasanidów... - urwał na chwilę. -Nie jesteśmy w cywilizowanym mieście, celnicy przy bramach są tu skorumpowani, straż miejska często pijana, a do dzielnicy wojskowej wchodzą nawet cywile... porządek musi być zaprowadzony, ale ja nie wiem jak to zrobić - odrzekł centurion. - Póki co miasto jest wolne, a nie oblężone, ja nawet nie chcę wiedzieć co się zacznie dziać jak przyjdą Sasanidzi - dopowiedział i potarł ręką amulet przynoszący szczęście, który trzymał przypięty przy pasie.

[Gaius Lucius Dentatus]
   - Skoro jeden z podejrzanych był jakiś czas przy obozie najemników warto tam popytać. Chyba nic więcej się od tych dwóch nie dowiemy - odrzekł nieco zamyślony Gaius. Podszedł do dwójki świadków i powiedział: - W imieniu swoim i Rzymu dziękuję wam obywatele za wzorową postawę w obliczu tego tchórzliwego aktu sabotażu. Gdybyśmy mieli więcej takich jak wy... I zapomnijcie proszę o pierwszej części tej rozmowy. Jesteście wolni panowie. Jeszcze raz wam dziękuję - po tych słowach udał się do legionisty pokrytego sadzą - Dobrze się spisaliście, szeregowy. Możecie umyć się i odpocząć. Nic teraz więcej nie zdziałamy. To was się też tyczy - odrzekł do paru żołnierzy, których tu zastał. Po tych słowach oznajmił swoim ludziom transportującym złoto i towarzyszom - Idziemy do obozu najemników.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#4
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

  Przy prowizorycznym wejściu do obozu najemników Gaius musiał się zatrzymać, po przekazaniu straży celu swojego przybycia został on wpuszczony w głąb obozu jedynie z Turpiem i dwoma legionistami niosącymi skrzynie. Na pierwszy rzut oka było widać, że najemnicy nieprzywykli do dłuższych postojów, wydawali się niezwykle senni, w obozie panował nieprzenikniony spokój. Niektórzy strażnicy popadli w jeszcze głębszy letarg. Porozrzucane zwieńczone szpikulcami hełmy, czy inkrustowane tarcze służyły im za poduszki, bądź prowizoryczne elementy podparcia. Przy jednym z wozów o złożoną poduszkę opierał się Jarhal, prawa ręka Panny Rose, gdy zauważył on Rzymian, wskazał gestem namiot na środku placu, z którego jak zauważył Gaius, dało się słyszeć kobiece wrzaski.
Człowiek musi wybierać i nie wolno mu się godzić na swój los.
Odpowiedz
#5
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

- To może oznaczać dwie rzeczy. Nie... chyba jednak jedną - pomyślał Gaius odnośnie kobiecych krzyków w namiocie do którego zmierzał. Tak czy inaczej postanowił najpierw rozmówić się z dowódczynią by wskazała mu jakieś zaradne osoby, które mogłyby coś wiedzieć o sabotażu. Jak ona nic nie powie spróbuje z Jarhalem. Na pewno był bardziej opanowany od Rosie i mniej wredny i może miał też więcej oleju w głowie, ale niestety wiadomo, że dowódcami zostają osoby, które umieją najgłośniej krzyczeć. Pewnie też dlatego dowódcą Gaiusa był Tiberius.
Gdy już znalazł się bezpośrednio przed wejściem do namiotu odchrząknął i powiedział dość głośno.
- Dowódco! Tu Rzymski Trybun Gaius Lucius Dentatus. Przyszedłem z żołdem. Wchodzimy do namiotu - upewniwszy się, że nie zostanie wzięty za intruza wszedł wraz z trzema rzymianami do namiotu.
Odpowiedz
#6
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Znała ten głos, nawet nie podniosła wzroku znad papierów, gdy weszli.
Dobrze dla ciebie, pastuszku, że wróciła mi część opanowania, pomyślała.
- Nie ma legata - stwierdziła jakby od niechcenia, nie odrywając wzroku od kartki. - Gdzie podziewa się nasz mały żołnierzyk? Zbyt zajęty by przyjść? Może to i lepiej, będziesz mógł mu przekazać, że jego okaleczony przyjaciel zmarł dzisiejszej nocy - zrobiła pauzę. - Zresztą, w Rzymie nie przywiązuje się uwagi do poległych przyjaciół - dodała, tym razem z większą powagą. - Pieniądze możesz zostawić przed namiotem, Jarhal zajmie się przeliczeniem, jutro ruszymy w dalszą drogę.
Gdzie przemoc uciska tam bunt jest cnotą. 
Odpowiedz
#7
JESIEŃ - ZIMA 255 ROKU
TYDZIEŃ I

Na słowa Rosie o pamięci poległych przyjaciół, na moment lekko zacisnął pięści. Ale zaraz rozluźnił ręce. Przyszedł tu w konkretnej sprawie - chciał zdobyć informacje i na tym się skupił. Co jak co ale Gaius, jeśli się postarał, miał gadane. Przez lata służby nauczył się zręcznie raportować do swoich przełożonych i przez swoje rozważne osądy awansował. Zawsze myślał zanim mówił. Zaraz okaże się jak skuteczne okażą się teraz jego wyuczone zdolności krasomówcze.
- Oczywiście, dowódco. Mam jednakże pewne pytanie. W nocy ktoś dokonał podpalenia jednego z budynków. Być może nasi przeciwnicy badają w ten sposób szybkość i skuteczność naszych reakcji. Szukam odpowiedzialnego za to sprawcy, a jeden ze świadków powiedział, że pewna podejrzana osoba kręciła się nieopodal waszego obozu. Na pewno zwrócilibyście uwagę na takie obce osoby w waszym pobliżu, a może nawet ktoś z was już ją wylegitymował i jeśli nawet nie wie jak naprawdę się nazywa to zna jej wygląd. Tak więc chciałbym się dowiedzieć więcej informacji, które pozwolą odkryć jej tożsamość. Rozumiem, że takimi drobiazgami się pani nie zajmuje i jedynie proszę o sugestię do kogo - kto orientuje się u pani w takich sprawach - mógłbym się zwrócić. Jeżeli oblężenie ma zostać powstrzymane, takie akta sabotażu nie mogą się dziać w jego trakcie. Na pewno jest pani w stanie zrozumieć mój problem, choć oczywiście pani nie dotyczy - dokończył. Już poznał Rosie na tyle by wiedzieć, że okazując jej należny szacunek można czasami było uzyskać od niej potrzebną pomoc, więc próbował i wyjaśnił całą sytuację. Jednakże wiedział też, że dowódczyni ma swoje humory i może go potraktować różnie.
Zanotował sobie też w głowie, że najemnicy planują jutro opuścić to miejsce, a być może przydali by się w czasie obrony miasta. Musiał odpowiednio wcześniej zawiadomić o tym Tiberiusa, by ten miał czas na podjęcie decyzji czy warto zatrudnić ich na dłużej i na jakich warunkach to zrobić. No i wspomni o jego przyjacielu - to też na pewno będzie chciał wiedzieć.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości